Kundelek Na Biegunie

Domowe sposoby na bardzo zniszczone włosy

Kundelek Na Biegunie
Domowe sposoby na bardzo zniszczone włosy

Od około 10 lat funduję moim włosom wszystko co najgorsze - rozjaśniam, farbuję na ciemno, znowu rozjaśniam, prostuję prostownicą, kręcę na lokówkę, prostuję chemicznie, jeszcze rozjaśniam, i tak dalej.



Nie interesowałam się nigdy - i nadal się nie interesuję kwestią pielęgnacji włosów. Wychodzę z założenia że dopóki są na głowie, to jest ok.

Z natury mam bardzo mocno porowate włosy o skręcie który nie jest lokiem a powyginaną brzydko falą. W mniej więcej mysim kolorze, o ile dobrze pamiętam.

Zawsze lubiłam za to zmiany i te zmiany wprowadzałam kiedy tylko naszła mnie na to ochota. Dla mnie osobiście jest to bardzo potrzebne i nie zamierzam nigdy rezygnować z realizacji takich metamorfoz, nawet kosztem zniszczenia włosów. Zawsze też podchodzę do kolejnego pomysłu z myślą, że ‘najwyżej się zetnie, jeśli nie wyjdzie’. Tego typu zmiany są dla mnie ważne, po prostu. Nie do końca umiem to wytłumaczyć.

2.jpg


Ze wszystkich rzeczy okropnych jakie moim włosom wyrządziłam, najgorszą było chyba jednak prostowanie chemiczne, w liceum. Pamiętam jak w trakcie zabiegu włosy były jak z gumy - można je było rozciągać na długość, to najlepiej nie świadczy o tym co się z nimi działo.

Po okresie noszenia prawie czarnych włosów stwierdziłam, że jasny szary będzie idealnym następnym kolorem. I byłam bardzo zdeterminowana, mimo wielkich oporów fryzjerki zaczęłam tą przemianę. Zejście ze sklepowej ciemnej farby i dojście do szarego koloru zajęło… 11 dekoloryzacji. Tak, dobrze czytasz. 11.

 Tak wyglądał proces przechodzenia z bardzo ciemnych włosów do szarych. To zdjęcia z wizyt u fryzjera na przestrzeni kilkunastu miesięcy - jeszcze przed wyjazdem z Polski.

Tak wyglądał proces przechodzenia z bardzo ciemnych włosów do szarych. To zdjęcia z wizyt u fryzjera na przestrzeni kilkunastu miesięcy - jeszcze przed wyjazdem z Polski.

Podziwiam, szczerze podziwiam moje włosy. Przeszły już tyle. Wciąż żyją.

Byłam całkowicie pogodzona z tym, że coś za coś - kolor za sianowatość. I tak przecież to siano ugładzam prostownicą, więc tak źle nie jest.

6.jpg

Ale pojawiła się Dominika, która edukuje ludzi na Instagramie i w swojej pracy właśnie o tym, co z włosami robić. Powiedziała „dobra, nie pitol, spróbujemy moimi sposobami” i jej zaufałam, bo nie były to bardzo uciążliwe sposoby, a ona sama jest posiadaczką najlepiej zadbanych włosów jakie widziałam.

Lubię radykalne sposoby, takie których efekty są widoczne na pierwszy rzut oka, na które nie trzeba czekać latami.




 Kilka ujęć z mojej akcji ratunkowej dla włosów. Niżej opisane co i jak.

Kilka ujęć z mojej akcji ratunkowej dla włosów. Niżej opisane co i jak.

Oto kilka rzeczy, które zmieniłam w sposobie obchodzenia się z włosami, za nakazem Dominiki:

  1. Przestałam spać w mokrych włosach. Tu przeczytasz dlaczego.

  2. Na noc przed myciem włosów robię 2 rzeczy:

  • robię papkę z siemienia lnianego i nakładam to na włosy (po prostu zalewam kilka łyżek siemienia wrzątkiem

  • wcieram w nie także kilka łyżek oleju lnianego. Nie cierpię tego zapachu, cała pościel tym wali, ale efekty są genialne więc weszło mi już w nawyk. A po co to robić?

    3. Ostatnie spłukanie włosów wykonuję wodą z octem jabłkowym (1 litr wody - 2 łyżki octu). A to po cholerę?

4. Używam maski i serum Davines (wegańskie), i to naprawdę namacalnie odżywiło moje włosy.

8.jpg
 Każdy olej lniany jaki dorwiecie na półce sklepowej się nada.

Każdy olej lniany jaki dorwiecie na półce sklepowej się nada.


Była też rada od Dominiki, której nie stosuję, bo nie dałam rady - odżywienie organizmu od środka, łykanie 1 łyżeczki oleju lnianego codziennie. Od razu mi się cofa. Ale kto ma mniej czułe kubki smakowe - myślę że warto spróbować.

Zobaczcie, to są proste sposoby. Dzielę się nimi, bo obserwuje moje włosy już od kilku miesięcy i naprawdę jest z nimi lepiej niż kiedykolwiek od czasów gimnazjum (!). Bardzo chciałam też móc wykrzyczeć światu że Dominika wie co mówi i nie trzeba 8645 pianek, żeli, odżywek, sprayów, itd. żeby dojść do ładu z włosami. Wystarczy siemię lniane, olej lniany, ocet jabłkowy i jeden zestaw kosmetyków odżywczych do włosów, który naprawdę działa a nie tylko ładnie pachnie (bo Davines wcale nie pachnie ładnie, a kolor ma zgniłej trawy). 

PS. Kiedy Dominika napisała mi o occie, byłam tak podekscytowana pomysłem, że chciałam JUŻ spróbować, nie mając octu jabłkowego na stanie. Tak więc nie polecam lać winegretu na głowę, to jednak nie zamiennik.

PS2. Zdecydowanie lepiej jest mieć zmielone siemię lniane niż takie w pestkach. Mniej sprzątania po nocy. Ale znowu - paliło mi się do wypróbowania wszystkiego.

PS3. Ten olej lniany spróbujcie zażyć doustnie, ale na wszelki wypadek serio - nad toaletą.