O tym jak płakałam na lekcji szwedzkiego. 3 razy.

O tym jak płakałam na lekcji szwedzkiego. 3 razy.

Kiedy przeprowadzasz się do Szwecji, możesz wziąć udział w kursie języka szwedzkiego. Tzw. SFI - Svenskundervisning för invandrare (Nauczanie języka szwedzkiego dla imigrantów). Opowiem Ci o trzech sytuacjach, które rozmiękczyły mnie na tyle, że nie dałam rady powstrzymać łez podczas pierwszego miesiąca zajęć. A także o wszystkich innych organizacyjnych szczegółach, które mogą Ci się przydać jeśli planujesz przeprowadzkę (takie kursy odbywają się w większości krajów UE). Podrzucę przy okazji spis książek z których korzystamy i przedstawię strukturę tego kursu. Ready, steady, go!


Mniejsze miasta = więcej korzyści?

Wiesz, dla mnie było to ogromnie miłym zaskoczeniem jak łatwo jest zapisać się na ten kurs i jak tu o Ciebie dbają. Ale rozmawiałam też z kilkoma osobami mieszkającymi w dużych miastach - Sztokholm, Malmö, Göteborg i wydaje się, że małe miasta jak moja Skellefteå są dużo mniej ‘czepialskie’ jeśli chodzi o kwestie wymaganych dokumentów ale też dużo lepiej zorganizowane jeśli chodzi o sam poziom nauki. Łatwo to zrozumieć, na południe Szwecji każdego dnia przybywa dużo więcej osób ze wszystkich stron świata - po prostu brakuje im ‘mocy przerobowych’ - nauczycieli, sal, materiałów, żeby o taką ilość nowych osób zadbać. Na życie na północy decyduje się zdecydowanie mniej osób :) Ludzie tutaj nie są przytłoczeni ilością przybyszów, ciągle narzekają wręcz, że robią co w ich mocy żeby więcej osób zechciało tutaj zamieszkać. Skellefteå ma nawet specjalne plany rozwoju które sobie narzuciła - do 2020 roku chcą ściągnąć do gminy 30 000 osób. I myślę, że się im uda. Przedwczoraj ogłoszono, że powstanie tutaj największa w Europie ekologiczna fabryka baterii, która wygeneruje miejsca pracy bezpośrednio dla 2500 osób, pośrednio dla 10 000 osób. 2 dni i już wszędzie wiszą ogłoszenia o pracę i zachęty do zapisania się na kursy i szkolenia.

Widok z okien biblioteki. Wszystkie ściany w bibliotece są przeszklone i można przyglądać się godzinami niespiesznemu biegowi rzeki.

 

Ok, ok, ale konkrety - czym różni się nauka szwedzkiego w dużych miastach od małych?

  • W dużych miastach często wymogiem aby zapisać się do szkoły jest posiadanie Personnumeru. Na jego przyznanie się czeka… po drodze napotyka się na parę przeszkód… ;) Ja do tej pory nie dostałam mojego personnumeru, więc mieszkając w Malmö nie mogłabym zapisać się na kurs. A tutaj, mam już miesiąc nauki za sobą. Nie tracę cennego czasu, siedząc w domu i patrząc jak pieniądze się rozpływają (bez Personnumeru o pracę też trudno).
  • W dużych miastach jakość kształcenia wydaje się być ograniczona przez niedostatek zasobów. Mam tu na myśli właśnie to, że zbyt mało jest nauczycieli w stosunku do uczniów. Nie da się wszystkim poświęcić tyle samo uwagi, liczba godzin może być znacznie ograniczona. Można pracować w domu - wiadomo, ale… codzienna, wielogodzinna praca w szkole z nativem i grupą to jednak zupełnie co innego.

Jeśli więc planujesz przeprowadzić się do Szwecji, ale jedziesz poniekąd ‘w ciemno’, bez pracy i wiesz że na początku możesz poświęcić trochę czasu na naukę języka to może warto na początek rozważyć czy nie osiąść gdzieś w spokojniejszym miejscu?

 

SFI - jak to wygląda w rzeczywistości?

Przez 5 lat studiowałam Bałkanistkę z albańskim i macedońskim, więc powiedzmy że jestem przyzwyczajona raczej do szybkiego tempa nauki języków i dużej ilości materiału naraz. Kurs SFI staram się analizować też pod kątem podejścia pedagogicznego, urozmaicenia zajęć i przydatności materiałów. 

Zapisy na SFI polegają na wypełnieniu ankiety. Dane osobiste + jakie studia się skończyło, w jakich językach się mówi. Po kilku dniach zapraszają Cię na osobistą rozmowę na której diagnozują jaki masz poziom szwedzkiego (hehe, zerowy), jakie masz zaplecze znajomości języków i jakie stawiasz przed sobą cele.

Możesz wybrać dwie drogi:

  • albo decydujesz się na naukę w trybie full-time, 5 dni w tygodniu
  • albo na naukę w trybie online - pracujesz sam z kursem internetowym, ale w szkole pojawiasz się raz w tygodniu

Ja wybrałam full-time, Konrad online ze względu na studia.

5 tygodni trwa kurs wprowadzający - tzw. Intro. Oznacza to, że okazja do ‘wystartowania’ z nauką trafia się co kolejne 5 tygodni. Ja czekałam jakoś 2 tygodnie i w poniedziałek 18.09 stawiłam się w szkole na pierwszych zajęciach.

Budynki VUX mieśzczą się na terenie kampusu studenckiego, tak więc codziennie z Konradem mamy zajęcia w tym samym miejscu. Ja biegam między G, D i E, a on ma swoje biuro w A. M to biblioteka a do L chodzimy na fikę :) Na kampus mamy 5 minut piechotą. Idealnie!

Główny budynek VUX (na mapie budynek G).

 

Kurs Intro - pierwszy etap.

Wchodzę do sali, czuję się znów jak na studiach. Tablica, ławki i kawa w ręce. No w sumie tęskniłam. Nasz grupa liczy około 20 osób. Przekrój światowy - reprezentuję Polskę, ale mamy też Palestynę, Syrię, Holandię, Erytreę, Nigerię, Estonię, Niemcy, Kirgistan. Nie ważne skąd - wszyscy jesteśmy tak samo przerażeni bo nauczyciel zaczyna monolog po szwedzku ;) I tylko uśmiechy zagubienia znaczą to samo we wszystkich językach.

Na każdej lekcji mamy zawsze po dwóch nauczycieli. Ale! Rotacja nauczycieli jest też celowa - mamy słuchać różnych ‘wydań’ szwedzkiego. Łącznie na Intro przewinęło się przez 2 tygodnie chyba z 10 nauczycieli! Jeden prowadzi lekcję, drugi chodzi między nami i sprawdza czy wszystko kumamy. Nauczyciel główny zawsze mówi też po angielsku / niemiecku, pomocniczy natomiast po arabsku albo persku. Świetnie to działa. Mamy tyle uwagi ile potrzebujemy.

Codziennie mamy 3,5 godziny zajęć z przerwą na lunch.

To dużo. Uwierzcie, to jest bardzo dużo jak na zajęcia z samego języka.

Pracujemy na tekstach które dostajemy od nauczycieli. Nic nie musimy sami kupować, wypożyczać. Na Intro nie ma książek jeszcze. Dodatkowo, dostajemy komputery i tablety i często ćwiczymy na programach już wcześniej tam wgranych. Mamy zajęcia z aktorami. Chodzimy na lekcje śpiewu (na tym akurat umierałam po trochu, ale doceniam… doceniam bo to świetna nauka akcentowania i dobre urozmaicenie).

Tempo jest na Intro bardzo przyjazne powiedziałabym :) Tzn. jeśli się nudzisz, to Cię wykopią stamtąd szybciej. Intro ma być łagodnym wprowadzeniem do szwedzkiego - uczysz się 3 czasów, budujesz słownictwo, dużo mówisz.

Co kilka dni przychodzi czas na indywidualną ocenę. Na tym kursie nauczyciele dokładnie prowadzą notatki o każdym uczniu ‘np. Czyta bardzo płynnie, ale ma problemy z formułowaniem pytań’ - i to z Tobą ćwiczą. Główny nauczyciel dla danego poziomu (tzw. mentor) co tydzień zabiera każdego po kolei na kanapę na rozmowę. I monitoruje, czy już jesteś gotowy, żeby opuścić grupę.

Kurs Intro trwa 5 tygodni. Po tym czasie wszyscy piszą test poziomujący i trafiają na dalsze poziomy. Jest aż 9 poziomów na które można trafić z grupy Intro. Zależy to od tego jak szybki progres robiłeś na zajęciach, jakie masz doświadczenia z nauką języków i wykształcenie, jak poszedł Ci test poziomujący.

Nie ma powrotu do kursu Intro i nie można na nim zostać dłużej niż 5 tygodni.

Kurs C - da fuck I’m doing here?!

Ja zostałam poproszona o napisanie testu po 2 tygodniach. I trafiłam do grupy C5.

Tak wygląda struktura SFI w mojej szkole. Przez dwa tygodnie byłam na kursie Intro, po czym przeszłam na kurs C5.

 

Każdy z poziomów po Intro - A, B, C, D jest podzielony na kilka podgrup (np. A1, A2). Te podpoziomy oznaczają tylko tempo nauki, a nie zakres materiału. Innymi słowy - w każdej z grup C uczymy się tego samego, tylko każda z tych grup robi to w innym czasie. Grupa C1 na naukę materiału przeznaczone na poziom C ma około 2 lata. Grupa C5 - 2 miesiące.

Poziom A przeznaczony jest dla osób, które w swoim kraju nie uzyskały wykształcenia w ogóle lub uczyły się bardzo krótko (często są to osoby, które nie potrafią pisać i bardzo słabo znają szwedzki). Poziom B jest skierowany dla osób, które uzyskały standardowy poziom edukacji, poziom C zaś dla osób z wykształceniem akademickim. Jeśli chodzi o relację stopni SFI wobec używanych obecnie standardowych oznaczeń Rady Europy: kurs A odpowiadałby poziomowi A1-/A1, kurs Bpoziomowi A1/A2, kurs C poziomowi A2/A2+, a kurs D odpowiada poziomowi B1/B1+ - pisała Natalia ze Szwecjobloga, która odbywała przy SFI swoje praktyki erasmusowe.

Na poziomie C jest dużo więcej gramatyki, nauczyciele nie używają języka angielskiego i czyta się książki po szwedzku.

Jak dołączyłam do grupy C5 to okazało się że są tam praktycznie same osoby które już mieszkają w Szwecji od 2-3 lat. I pięknie mówią po szwedzku.

Więc dochodzimy do powodu płaczu nr jeden ;)

Płaczę bo nic nie rozumiem

Nauczyciel mentor z Intro ostrzegał że Ci, którzy trafiają na C4 albo C5 wracają z płaczem i błagają o przyjęcie z powrotem ale jakoś tak wzięłam to wiecie, bardziej na luzie. W sensie ‘płaczą’ uznałam że to tak metaforycznie powiedział. Hehe. No. Nie.

Pierwszy dzień w nowej grupie przeżyłam na permanentnym szoku. Gęba otwarta, znaki zapytania w oczach i tylko ciągła rozkmina jak wrócić do mojej dawnej grupy. Wróciłam do domu i poszłam spać.

Drugi dzień to był hit. Przychodzę a tam czytanie książki. KSIĄŻKI. Takiej bez obrazków! :D Takiej co to słowo po słowie musiałabym tłumaczyć żeby zrozumieć. Czytamy, kończymy, nauczyciel pyta czy ‘förstått’, wszyscy kiwają głowami że wiadomo, prościzna i tu już czuję że zaczyna mi warga drżeć. Kolejne zajęcia praca na tekście, pytania których nie rozumiem, w ogóle nic nie rozumiem, pytam się nauczycielki po angielsku jakże inteligentnie że w sumie ‘o co chodzi?’ ale dostaję tylko odpowiedzi po szwedzku, których nie rozumiem i najgorzej, wszyscy dookoła też mówią do mnie tylko po szwedzku i ich też nie rozumiem i już nie chcę tu być i czuję się bezsilna wobec tego, bo jak mam się nauczyć czegokolwiek skoro nic kompletnie nic nie pojmuję i skapuje ta jedna łza i to źle bo wiem że kolejnych nie da się zatrzymać i ta nauczycielka znowu coś po szwedzku nie lubię jej bo wiem że zna angielski i tylko bardziej mi jest bezsilnie i smutno i samotnie i już się nie przejmuję, tylko sobie płaczę na całego, a niech lecą te łzy, a nawet jeszcze sobie zawyję troszeczkę. I jestem zła na nich i bardziej jeszcze na siebie i na te łzy i na wszystko i jest mi tylko gorzej jak sobie przypominam że wczoraj przed snem zjadłam lody i nie mam nic na dzisiaj [*].

No i zamykam oczy, a jak otwieram to leżą przede mną na ławce chusteczki, cukierki, gumowe stworki i ktoś mnie dotyka i mówi że ok, będzie ok.

Płaczę bo Ibrahimović

Kryzys musiał przyjść, emocje trzeba z sobie wypuszczać. Następnego dnia już było ok. Teraz, po dwóch tygodniach na C5 jest jeszcze bardziej ok. Rozumiem i zaczynam z nimi gadać. No wiadomo, nie tak pięknie jak oni, ale bardzo dużo codziennie się uczę i nadążam za materiałem.

Mamy 5 godzin zajęć codziennie (pozostałe grupy kontynuują trybem 3,5h / dziennie).

Pracujemy z podręcznikami (wypożyczone z biblioteki):

  • Mal 2 Lärobok
  • Mal 2 Övningsbok
  • Grammatik-Övningar for SFI
  • dodatkowe tony materiałów od nauczycieli
  • książki i filmy

Górny rząd - podręcznik i ćwiczenia (poziom C). Zielona książka na dole to dodatkowe ćwiczenia z gramatyki, a pomarańczowa to przełożenie gramatyki na język który się rozumie (na zdjęciu akurat szwedzki po albańsku ale mogę podesłać Wam polską gramatykę na maila). Na środku słownik obrazkowy - super sprawa. Tu akurat arabski był pod ręką, ale w domu korzystam z angielskiego ;)

Ale na tym poziomie jest też coś co uderza w mój największy lęk - prezentacje publiczne. W zeszłym tygodniu opowiadałam o kondycji kopalń w Polsce (hmm…) - to po prostu stres wyjść na środek sali i mówić kiedy wszyscy na Ciebie patrzą. 

Każdego tygodnia piszemy też kilka wypracowań i i wysyłamy je na maila do nauczycieli. Po przeczytanej książce piszemy recenzję. Chodzimy do grupy D posłuchać jak oni pięknie prezentują. Codziennie robimy przegląd prasy i gadamy, dużo gadamy. Co tydzień, albo i częściej mamy testy z aktualnie omawianych tematów.

Jest nawet specjalna osoba która przychodzi dwa razy w tygodniu i po kolei zabiera każdego na kanapy na szwedzkie pogaduchy. To jest luksusowa nauka języka. Nie wiem jak można by coś zrobić lepiej, bardziej, mądrzej… Podziwiam i stawiam za wzór.

Ostatnia lekcja w piątek często jest trochę luźniejsza. Nauczyciele starają się wtedy pokazać nam trochę historii, kultury. Ostatnio oglądaliśmy na Youtube teledysk w którym występuje Zlatan Ibrahimović. Piosenka to tradycyjna pieśń (narodowy hymn Szwecji), w której zastąpiono tylko słowo ‘Norden’ słowem ‘Sverige’, żeby pasowała do całego kraju. I kiedy było to odpalone na tym wielkim telebimie, dudniło w uszach i człowiek czuł się jakby biegł w tym lesie razem z nim, to serce aż westchnęło ze wzruszenia. Zawsze chciałam czuć taką wolność.

 

Płaczę bo ‘nie miałam pojęcia’

Mój najlepszy kumpel na kursie to Mohammed. Jest z Syrii. Uwielbiam całą jego rodzinę, na kursie Intro siedziałam w ławce z jego mamą. Ale są momenty na zajęciach w których mam łzy w oczach bo ‘powinnam była wiedzieć’. Świat powinien był wiedzieć i pamiętać. Rozmawiamy o zwykłych rzeczach, opowiadam o tym jak moje miasto z dzieciństwa się wyludniło ostatnio. Jego też się wyludniło, o 2 miliony. Nie musi kończyć bo wiem jak różne są powody i jak różne rzeczy w życiu widzieliśmy. Kiedy ja w tym roku obserwowałam fajerwerki w Bejrucie z okazji wyboru prezydenta, kilkadziesiąt kilometrów dalej panowała śmiertelna cisza, przerywana tylko jeszcze bardziej śmiertelnymi wystrzałami.

Wojna zmienia wszystko. Sprawia, że neutralne tematy przestają istnieć, bo unicestwia wszystko co piękne i bezpieczne w życiu. Kiedy więc rozmawiamy o ‘ważnym dniu w życiu’, rozstrzał między opowieściami ludzi z wolnych państw, a z Syrii rozdziera serce. Bo ja mówię o ślubie, albo o ukończeniu studiów, a oni o tym że jednego dnia wojna przeniosła się do miasta obok i mogli wykąpać się w morzu, poczuć przez sekundę wolni, jak kiedyś.

 

Tu można napisać albo bardzo dużo, albo nic więcej.


 Processed with VSCO with hb1 preset

SFI / VUX / szwedzki

Jeśli macie jakieś pytania - śmiało piszcie. Jeśli tylko będę wiedziała jak pomóc to bardzo chętnie odpowiem i doradzę :)

W końcu zdjęcie mam jak z profesjonalnego call center.

 

Jeśli chcecie zacząć uczyć się szwedzkiego na własną rękę w domu, to polecam wpisy znajomych blogerów którzy się naprawdę świetnie na tym znają i zrobili dobrą robotę opisując dla Was co i jak:

 

Na pewno ten wpis doczeka się kontynuacji :) Wciąż się uczę, codziennie pojawiają się nowe wyzwania, ale jestem zachwycona tą szkołą. Oceniając już bez emocji, sam język na tle innych które znam wydaje się być prosty :) Głowy do góry!